Co z tą odpornością?

Jak dbam o odporność naszej rodziny, że przechodzimy sezon chorobowy bez szwanku.

Lato, lato, i po wakacjach. Choć oficjalnie lato trwa do połowy września, to początek miesiąca kojarzy się jednoznacznie - szkoła, przedszkola, żłobki, placówki i zbliżająca się jesień.
Rodzice posyłają swoje pociechy w cichej nadziei, że tym razem będzie inaczej i dziatwa pochodzi do placówek dłużej niż 2 tygodnie. Często jednak okazuje się, że...schemat się powtarza. Szkoła/przedszkole = gile do pasa i zwolnienie w pracy na opiekę nad dzieckiem.

Nasze dzieci, pomimo edukacji domowej, też chorowały. Jesienią i zimą inhalator był zawsze na wierzchu, a zapas leków gotowych do użycia - w apteczce. Przyszedł jednak czas, kiedy postanowiliśmy zadbać świadomie o ich odporność i wyprzedzić choroby, by jesień była dla nas po prostu kolejna pora roku pełną przygód. Teraz co roku, gdy kończy się lato, wspieramy naszą odporność!
Jak to robimy?


1. Detoks i odrobaczanie

Lato to czas szwendania się, jedzenia stanowczo za dużej ilości lodów i słodkości, zdecydowanie zbyt brudnych rąk i bardzo szczęśliwych dzieci. To mocno narusza florę bakteryjną, a organizm coraz głośniej domaga się oczyszczenia. Pęd do słodkiego, nad-aktywność, coraz większe problemy z zasypianiem dzieci i nawracające bóle brzucha to dla mnie sygnał, że pora zadziałać.  Dlatego też, na początku jesieni, robię całej rodzinie detoks i odrobaczanie. Nie używam jednak do tego środków chemicznych, bo nie mam z nimi dobrych doświadczeń...Nasz detoks i odrobaczanie przebiega całkowicie naturalnie.

 * Co rano z mężem pijemy chlorofil, który zawiera 125mg chlorofiliny w dawce. Długo szukałam takiego produktu, który nie dość, że będzie naturalny i bez dziwnych dodatków, to jeszcze rzeczywiście będzie miał wysoką zawartość chlorofiliny. Znalazłam, mam i nie zrezygnuje.
Chlorofil ma bardzo szerokie działanie - od oczyszczania krwi, po działanie przeciwzapalne. To jeden z tzw. super-food.

*  Dzieci, ponieważ z niezrozumiałych dla mnie przyczyn nie lubią chlorofilu, dostają macerat z 21 ziół iWee. Naturalny środek, który również detoksykuje, rozkleja kosmki jelitowe (co zmniejsza u nas objawy alergii), przygotowuje narządy wewnętrzne na odrobaczanie. Jest pyszny i moja młodzież już się nie może doczekać kiedy zacznie go pić.


* po ok. 3 tygodniach picia specyfików stosujemy środki ziołowe na odrobaczanie - zazwyczaj trwa to około 10-14 dni. Za każdym razem używamy innych, bo pasożyty niestety lubią się uodporniać. Zaczynamy odrobaczanie w okolicach pełni. Niespecjalnie przejmuje się czy ma to naukowe uzasadnienie czy nie. W okolicach pełni zauważam nasilenie trudności moich dzieci i jeśli ma ona jakiś wpływ na pasożyty to chcę z tego skorzystać. Jak nie ma - to nie szkodzi.
W trakcie odrobaczania nie stosujemy cukru, ograniczamy nabiał. Ponieważ na co dzień nie jemy glutenu to ten problem nam odpada, ale gdybyśmy jedli - również z niego byśmy rezygnowali lub ograniczali. Dlaczego? Żeby nie odżywiać robaków, które chcemy usunąć.

* po odrobaczaniu wszyscy łykamy probiotyk Probioil. 9 miliardów bakterii z 9 szczepów w porcji dziennej - nie znalazłam nic lepszego na rynku. To pomaga przywrócić równowagę w jelitach.

Przy detoksie i odrobaczaniu pierwsze dni są trudne.
Czasem bolą brzuchy, czasem głowy, jest trochę marudzenia i jęczenia,ale dajemy rade!


2. Witamina D
Choć całe lato moje dzieci biegają z odkrytą większością ciała, jesień to czas kiedy zaczynają dostawać witaminę D. 2000 jednostek na co dzień i 4000 jednostek gdy podejrzewam, że coś je bierze lub mają kontakt z chorymi jednostkami. Zazwyczaj stosuję preparat z lanoliny firmy Medverita (którą kupuje na allegro). Sprawdzam im poziom witaminy w krwi, który pokazuje mi, że świetnie im się wchłania. Ja i Rafał potrzebujemy łykać witaminę D z witaminą K. 


3. Sen

Sen to podstawa dobrej odporności. Pozwalam dzieciom spać ile chcą, nie budzę ich rano. Wiem, że to trudne kiedy dzieci są w placówkach, ale miedzy innymi dlatego zdecydowaliśmy się na edukacje domową. Czasem wstają o 6ej, czasem o 9ej. Mają pełną dowolność. W miarę jak wcześniej robi się ciemno, sami też wcześniej dryfują do łóżek. Dobrze wywietrzona sypialnia, nie przegrzewanie w nocy, lekka kolacja i lekkie kołdry - to zapewnia im głęboki, zdrowy sen.


4. Śmiech, bliskość, slow life

Wbrew pozorom to nie są mało ważne sprawy. To jedne z najistotniejszych czynników odpornościowych. Śmiech podnosi poziom endorfin, bliskość podnosi poziom oksytocyny, które razem niwelują efekty działania kortyzolu. Kortyzolu, który niszczy m.in. nasze jelita. Staramy się stwarzać sytuacje, w których razem się śmiejemy, dajemy dzieciakom dużo bliskości (tak, nastolatki też jej potrzebują!) i pozwalamy na spokojny rytm dnia. A kiedy dzień jest intensywny, to stwarzamy przestrzeń by można było po nim swobodnie odpocząć.


5. Wyciąg z owoców mangostanu

To jest nasz hit na jesień! Mangostan to owoc, który ma mnóstwo witamin (z grupy B, wit. C, A, E) oraz mikroelementów. Ma katchiny, które mają właściwości przeciwutleniające i wspierają organizm w walce z najróżniejszymi infekcjami. Transport o obróbka tego owocu są trudne, dlatego kupuje produkt który sprawdziłam Mangoxan Selection - tani nie jest, ale poluje na okazje. Mocno wspiera układ odpornościowy, dba o jelita, działa przeciwpasożytniczo. Wart jest swojej ceny, bo nie zostawiam dzięki niemu dodatkowych pieniędzy w aptece.


 6. Hartownie

Przyznam się szczerze, że nigdy grubo nie ubierałam dzieci. Pozwalałam (i pozwalam, oczywiście!) decydować im ile  warstw ubrań założą. Wiem, że są w tym kompetentne i same najlepiej wiedzą kiedy im ciepło, a kiedy nie. Musiałam  pokonać sporo oporów w sobie , bo jak widzę syna, który wychodzi na śnieg w krótkich spodenkach, to mi zimno.  Jednak jemu nie, i to jest najważniejsze. Zachęcam dzieci do biegania boso, bez względu na porę roku. Deszcz, śnieg,  mróz - nic nie jest przeszkodą. Niektóre z naszych dzieci wchodzą również do jeziora....o każdej porze roku! Mnie jest  zimno jak na nie patrzę, ale im temperatura nie przeszkadza. Po prostu są to wybitnie krótkie kąpiele, które mocno  poprawiają ich odporność.


7. A jeśli jednak coś ich weźmie?

Mimo wszystko zdarza się, że przypałęta się przeziębienie. Wtedy korzystamy z dobroci natury. Serwuje dzieciom syrop z cebuli i buraka, herbaty ziołowe i herbatę z igieł sosny, używam olejków eterycznych wysokiej jakości i robię inhalacje z soli fizjologicznej. Okadzam dom jałowcem, który działa mocno przeciwwirusowo. Dużo chodzimy do lasu. Pozwalam dzieciom spokojnie dochodzić do siebie, w ich własnym rytmie. Zazwyczaj nie podaje leków przeciwgorączkowych chyba, że narzekają na jakieś bóle. Nie korzystam z aptecznych specyfików. Choroba u nas, jeśli jest, to trwa....maksymalnie dwa dni.

Odporność to złożony temat.
Niektórzy zarzucają nam, że jest nam łatwiej, bo mieszkamy w bliskości lasu i nie posyłamy dzieci do szkół. Nie ma to jednak aż takiego znaczenia. Zadbanie  o ogólną atmosferę życia i wspieranie odporności od środka daje efekt w postaci codzienności bez maratonu smarkających nosów.


A jak Ty dbasz o odporność swoją i swojej rodziny?